Ciągle i bez przerwy nasze dziecię jest na BLW. Choć czasami chcę być karmiony przez drugą osobę. Czy to ciągle BLW? Myślę, że tak, w końcu nasz mały chłopczyk ma wybór.
Gust kulinarny ma zmienny. Jednego dnia coś uwielbia, drugiego nie znosi. Pewniak kulinarny, to wszelkiego rodzaju zupy i sosy pomidorowe, koniecznie z ryżem.
To, że nasz bobas lubi wybór, nie tylko odnośnie jedzenia, ale w jaki sposób będzie go jadło świadczy zdjęcie poniżej :-)
poniedziałek, 25 lutego 2013
wtorek, 5 lutego 2013
11 miesięcy. Prawie rok, prawie chodzi.
Rośnie nam dziecko w błyskawicznym tępię. Jeszcze niedawno leżał i nieporadnie machał nóżkami i rączkami. Wtedy zastanawiałam się kiedy zacznie siedzieć, a tu proszę, nasz chłopak: pewnie siedzi, raczkuję z prędkością światła i pewnie stoi, a lada dzień na dwóch nogach zacznie podbijać świat. W końcu to urodzony przywódca ruchu oporu ;-).
A jak to wygląda z naszym BLW. Przed rozpoczęciem naszej przygody przestudiowałam książkę na ten temat i różne materiały dostępne w sieci. Po sześciu miesiącach naszej przygody z BLW, pierwsze co przychodzi mi na myśl to, to, że było warto i każde dziecko jest inne.
Pierwszy miesiąc minął na zabawie. W drugim dopiero zaczęło się próbowanie, co tylko świadczy o tym, że natury nie oszukasz, jak bobasowi dasz wybór. Kolejnymi miesiącami, praktycznie do ósmego byłam zachwycona. Umiarkowany bałagan, jedzenie nie leciało zbyt daleko, po prostu Francja elegancja, choć wtedy myślałam, że to szczyt tej sztuki. Mijał czas, a Kai eliminował kolejne warzywa, aż stał się pomidorowym chłopcem. Nie mogę narzekać bo do sosu pomidorowego mogę dodać marchewkę, paprykę i inne warzywa nie mieląc ich, a większość zje.
Aktualnie chłopak nabrał krzepy i opanował sztukę rzucania do perfekcji. Jedzenie jest wszędzie - a miało być coraz mniej bałaganu, a jest coraz więcej.
Nasz syn rośnie, jest zdrowy i wygląda na bardzo szczęśliwego, czego chcieć więcej.
Są takie dni, że poza mlekiem nie je nic innego, ale w końcu w sprawie jedzenia ma wybór.
Mój post powstał na telefonie w pracy, więc proszę o wyrozumiałość, bez słowników i innych pomocy bezbłędne pisanie nie jest moją mocną stroną.
Dziś ostatnia noc w naszym małym wynajętym mieszkanku. Ciasnym, ale tu nasza rodzicielska przygoda się zaczęła.
Trochę z wypowiedzeniem się pośpieszyliśmy i od jutra jesteśmy bezdomni na papierze. Na czas poszukiwania większego mieszkania przeprowadzamy się do mojej siostry.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Co nowego u Kaia w żłobku?
Kai żłobek uwielbia. Spędza w nim 3 dni w tygodniu po 5 godzin. Jak przyjdę po niego to się cieszy, ale wcale nie zamierza ze mną wracać do domu. W grupie przeważnie jest najmłodszym dzieckiem i próbuje dorównać starszakom w chodzeniu ( chodzi trzymając się mebli itp.)
Przykładowe zestawy posiłków mojej Rybki do żłobka. Często jest tak, że nic z tego nie zje, bo nie ma czasu :-).
Kai w żłobku zrobił bałwanka z waty i papieru ;-).A u nas, jak na razie, było trochę śniegu w grudniu. Jeden dzień się utrzymał. Mimo, że pięknie wyglądają zimowe szaleństwa na śniegu jakoś za nimi nie tęsknię.
niedziela, 6 stycznia 2013
10 miesięcy jak jeden dzień.
Jutro Kai skończy 10 miesięcy. Jak ten czas szybko leci za chwilę roczek i kolejny itd.
Rybka jak miała jeden dzień. Zawsze ma takie myślące oczy, przez co moim zdaniem wygląda na starszego.
A czego nasze dziecię blw nauczyło się przez ostatni miesiąc.
- nauczyło się jeść jeszcze mniej warzyw ;-)
- całkiem sprawnie jak na swój wiek posługuję się widelcem i łyżką, chyba zajarzył o co lata
- ma swoje humory
- nielubi słowa nie
- częściej beczy jak coś nie idzie po jego myśli
- śpiewa lalalala
- mówi coś co brzmi czasami jak mama lub jak tata, każdy z nas słyszy co chce
- mlaska jak jest głodny
- coraz częściej chce na roczki
Asiolek
piątek, 14 grudnia 2012
9 miesięcy + tydzień
Dawno nie robiłam bilansu Kaia osiągnięć. Kai ma już dziewięć miesięcy + tydzień. Za nami już cztery miesiące z blw. Kai radzi sobie bardzo dobrze z jedzeniem, oczywiście tym, które mu smakuje. Potrafi ziarenka gotowanego ryżu podnosić jak są w sosie pomidorowym.
Na początku naszej przygody zjadał wszystkie warzywa. Teraz przyszedł taki czas, że nie je ich praktycznie wcale, poza pomidorami. Jak mu się poda fasolkę, brokuł czy inne warzywo patrzy się na nas jak na idiotów i nawet tego nie dotyka. Na panią w żłobku spojrzał tak samo :-). Warzyw można mu przemycić, ale muszą być z mięsem, w panierce lub z ryżem. Króluję pomidor w daniach. Jednak my się nie poddajemy - je, czy nie je, warzywa są zawsze. Lubi ostro przyprawione dania i mięso. Miłe jest to, że chcę spróbować wszystkiego, co jest na talerzu mamy i taty. Krzyczy, żeby mu dać i zawsze się cieszy jak przynosimy mu jedzenie, nieważne, czy będzie:
dobre do jedzenia,
świetne do zabawy,
czy walnięcia "focha" swoim wzrokiem.
Coraz częściej pojawia się u nas łyżeczka. Łyżeczki
używamy na różne sposoby:
- Pierwszy - podaję Kaiowi napełnioną łyżeczkę.
- Drugi - Kai ma w rączce swoją łyżeczkę i próbuję swoich sił, a ja go karmię drugą.
- Trzeci - wolna amerykanka jak wyjdzie tak jest. Jedzenie zazwyczaj jest wszędzie.
Wracając do używania łyżeczki. Rybka wyczaiła, że
wkłada się ją do miski i podnosi do buzi, ale jeszcze nie łapie, o co chodzi z
nabieraniem, ale myślę, że długo nie
będziemy czekać.
Owoce:
Nie przepada tylko za bananami i
truskawkami, uwielbia mango i oczywiście jabłka. Jabłka do tego stopnia, że jak
są za twarde to się denerwuję.
Ciągle Kaia głównym pokarmem jest mleko
modyfikowane. Zjada niewiele, albo mi się tak wydaję. Nie zmuszam go, jak nie
chcę jeść to nie je, mleko zawsze wypije, a rośnie jak na drożdżach, a przede wszystkim
jest zdrowy. Poza katarem i ostatnio kaszlem, które przywlókł ze żłobka to
nasza rybka nie choruje.
Asia
niedziela, 9 grudnia 2012
Niedzielny poranek + paluszki owsiane.
Wczoraj Mały zaskoczył nas w próbach układania klockowych puzzli. Wprawdzie nie udało mu się ich ułożyć, ale sam fakt, że załapał o co chodzi, a może to był zbieg okoliczności. Zwał jak chciał, a my byliśmy dumni z naszej Rybki. Ja niestety byłam w pracy, ale obejrzałam filmik.
Dziś postanowiłam dać małemu kredkę i kartkę. Pokazałam o co chodzi i sami oceńcie. Kai ma 9 miesięcy. Wcześniej nie dawałam mu kredek. Może to normalne, ale pewnie każda mama tak ma.
Paluszki owsiane - pyszne śniadanie.
Tym razem do przepisu, który podałam w poście o w/w tytule zamiast owoców proponuje słonecznik i rodzynki. Naprawdę pyszne. Kai tym razem nie miał ochoty, ale rodzice sobie z tym poradzili. Na to masło orzechowe - pyszności.
Joanna
wtorek, 27 listopada 2012
Kość niezgody.
Parę dni temu...
Zwykły dzień, zwykły obiad.
Obiad tzw. "śmietnik" czyli wszystko co jest jadalne w domu. Wszystkie warzywa na patelnie, doprawiamy jak lubimy i dusimy pod przykryciem, aż zmiękną. A do warzyw makaron ryżowy i kurak z grilla.
Smacznego.
Kai zjadł odrobinę warzyw i wziął się za mięso, część zjadł, a część została na podłodze i kot posprzątał. Została tylko kość, której nie chciał oddać.
Kai i jego Kość
Próby odebrania kości
Kość oddana ;-)
Asia
wtorek, 13 listopada 2012
Czym jest gluten? A na deser placuszki z jabłkami.
Jakiś czasami pewna P.Monika w komentarzach zadała mi
pytanie o gluten. Jak to wygląda w diecie naszego dziecka? Poza tym że nie
spożywaliśmy go wiele, bo po pieczywie i innych produktach zbożowych nie czuję się
dobrze (nie żebym nie lubiła), a w konsekwencji Kai też nie jadł, bo BLW to
również celebrowanie rodzinnych posiłków, to nic bliżej na ten temat nie
wiedziałam. Moja wiedza ograniczała się do tego, że wprowadza ją się go stopniowo
do diety niemowląt. Poczułam się trochę ignorantką i zaczęłam szperać, czytać,
a konsekwencją tego jest to, że na dzień dzisiejszy gluten w naszej diecie
praktycznie nie występuje. (Czasami zdarza nam się wypić piwo ;-), Kai jest bezglutenowy ;-))
Czym jest gluten i czy ma on wpływ na jakość naszego życia?
Gluten to nic innego jak białko roślinne. Białko to znajduje
się w zbożach, takich jak: owies,
pszenica, żyto, jęczmień, czyli również w produktach wytworzonych na bazie
zbóż, między innymi czekolada, niektóre soki, kasze i makarony. Gluten
jest białkiem, którego nietolerancja prowadzi do rozwoju choroby o nazwie celiakia. Różne źródła
podają, że aby zapobiec chorobie trzewnej, należy stopniowo wprowadzać gluten
do diety niemowlaka. Czyli stopniowo przyzwyczajać dziecko do czegoś, co de facto
może nam zaszkodzić.
Nie będę się rozpisywać na ten temat, bo myślę,że nie byłabym obiektywna, a nie chcę niczego narzucać. Zachęcam do przyjrzenia się sprawie i wyrobienia własnego zdania, które z chęcią poznam.
cytat:
„Najbezpieczniej
jest zacząć podawanie glutenu w konsultacji z lekarzem. Naszą uwagę powinny zwrócić wszelkie niepokojące
współtowarzyszące objawy. W pierwszej kolejności zainterweniujmy, gdy maluszka
męczą bóle brzuszka i wzdęcia. Niemowlęta często cierpią z powodu kolek, co nie ma
nic wspólnego z glutenem, ale warto jest skonsultować się z pediatrą. Niepokoić
powinno, gdy dziecko w ogóle nie rośnie lub rośnie zbyt wolno
bądź nie przybiera na wadze. Objawem celiakii (choroby zabraniającej spożywanie produktów
glutenowych) jest ponadto bladość skóry, zmiany skórne, osłabienie i
płaczliwość maluszka.” – Źródło tutaj
Inny ciekawy artykuł
na temat glutenu znajdziecie tu, w tym artykule bardziej wciągnęły
mnie same komentarze ludzi.
Mój post to nie straszak.
To jest „Nasza przygoda z BLW” i nasze wybory. Dzielimy się naszym
doświadczeniem i z chęcią wysłuchamy innego zdania. Niektórzy uważają, że teraz
wszystko jest nie zdrowe, to po co mają zmieniać swoją dietę. Niestety jest w tym dużo racji, tak to już nas wykańczają wielkie korporacje. Mam nadzieję, że jedno moje
przesłanie do was trafi – bądźmy świadomymi
konsumentami!
A tak na koniec
moje racuszki bezglutenowe – może użyć mąki pszennej ;-)
Przepis
szklanka mleka orzechowego
(my krowiego nie pijemy - dlaczego? Może innym razem)
jajko
mąka
łyżka oleju
Odrobinę proszku do pieczenia
2 jabłka starte na grubych oczkach tarki
sól, cukier, cynamon - opcjonalnie do smaku
Do szklanki mleka wbijamy jajko, a następnie mieszając dosypujemy mąki, aby powstało ciasto trochę gęstsze niż do na leśników. W między czasie dodajemy odrobinę proszku do pieczenia, soli, cukru cynamonu i oleju. Na koniec dodajemy starte jabłka i delikatnie mieszamy. Smażymy na dobrze rozgrzanej patelni, aż będą złociste, a ciasto w środku będzie gotowe.
Naprawdę pyszne.
Smacznego.
Cała rodzinka wcina - o.. widać nawet tatę Kai-a
Smacznego!
wtorek, 30 października 2012
Czyżby kryzys!?
Moje dziecię przestało jeść brokuły, fasolkę
szparagowa, małą kukurydze, którą całkiem niedawno uwielbiał. Nawet awokado,
którym się tak zajadał, jakoś tak mu nie wchodzi. Myślę sobie: oho, moje dziecię
przechodzi książkowy kryzys z jedzeniem. Trzeba być cierpliwym i przeczekać,
pewnie ząbki będą się wyżynać i go boli itp. Cierpliwie każdego dnia gotowałam
i podawałam różne warzywa. Po jakimś czasie coś mnie tknęło i zaczęłam się zastanawiać
na minionymi tygodniami. Doszło do mnie, ze sos pomidorowy z ryżem - wcinał, „Hanuszkową
rybę” - wcinał, łososia w sosie pomidorowym - wcinał ( dzień wcześniej dostał łososia
bez sosu to nie ruszył). O tym mały cwaniaczku - ja się z tobą rozprawie - będzie
pomidorowo jak sobie życzysz ;-)
A przy okazji:
Muffiny marchewkowe - inspirację Książką Kucharską BLW.
150 g mąki - optymalnie
60 g masła
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 rozbełtane jajka
2 duże marchewki
3-4 łyżki mleka (ja użyłam sojowego niesłodzonego)
W przepisie była jeszcze skórka z pomarańczy lub sok z jednego owocu (ja nie użyłam.
Piec około 10-15 minut w 180 st.C
Smacznego!
Osobiście bardzo mi smakowały. Kai też spróbował.
piątek, 12 października 2012
Dziecko w żłobku.
Kai juz od miesiąca "śmiga" do żłobka. Narazi tylko
raz w tydodniu, ale juz 15 października jego wielki dzień i będzie zostawał 3
razy.
A jak wygląda tu nasze BLW- nijak.
Przed tym jak pierwszy raz przyprowadziłam Rybkę
do żłobka miałam spotkanie z jedną z opiekunek, wypisałam stertę papierów. Co
moje dziecko lubi ,nie lubi, jakie zabawki, czy śpi na lewym czy prawym boku;-)
Różne tam nie stworzone rzeczy, była i
mowa o BLW. Powiedziała, że wie i niema problemu - ale jednak był. Nie przekazała
informacji dalej i mojego dzieciaka nakarmiono jak gąskę. Skończyło się to całą
nieprzespaną nocą. A jak się domyśliłam – po prostu zbadałam poranną kupę.
Kolejny raz jak poszłam powiedziałam, że jednak dziecko
wypiło ostatnim razem za mało mleka i żeby podawały mu tylko mleko, w końcu to
tylko 4 godziny. Odwlekam jak mogę, pocieszając się tym, że tu mają całkiem zdrowe podejście do karmienia i pozwalają
dzieciom jeść samodzielnie, jak wyrywają łyżeczkę. Uczę Kai-a, żeby czerpał jak
najwięcej przyjemności z jedzenia i nie pozwolił się karmić, bo już od
poniedziałku cały dzień 3 razy w tygodniu i posiłki są nie uniknione.
A jak w żłobku – poza zmartwieniem na temat BLW , Rybce bardzo się
podoba, a mi odpowiada to miejsce, każde dziecko ma prowadzony swój pamiętnik,
a opiekunek jest sporo.
A jaki jest wasze doświadczenie, czy któraś z was ma dziecko karmione
BLW w żłobku?
niedziela, 7 października 2012
Food is just for fun until they are one.
Dziś Kai kończy siedem miesięcy. Ponad dwa miesiące naszej
przygody z BLW za nami. Czas mija nieubłagalnie. Dzieciak nam rośnie i ciągle
nas zaskakuję nowymi rzeczami. Pełzanie opanował już do perfekcji, przemieszcza
się z prędkością światła. Za jeden ze swoich ulubionych celów obrał sobie miskę
z wodą naszej kotki. Nie chcę sobie wyobrażać, co będzie jak zacznie raczkować,
nie wspomnę już o chodzeniu ;-) (…ale jak to wszystko cieszy).
Każdego dnia z posiłkami radzi sobie coraz lepiej,
zaskakując swoją zręcznością, a czasami wygląda to tak jakby dostał jedzenie
pierwszy raz. A wszystko to dzieję się jednego dnia. Całkiem niedawno odkryłam powód.
Kai najzwyczajniej w świecie wyrobił sobie już swój gust kulinarny. To, co mu
smakuję wcina jak opętany, a to, co nie, wypada mu z ręki, poza krzesełko, trafia
wszędzie tylko nie do buzi.
W naszym doświadczeniu trzymamy się maksymy "Food is just for fun until they are one", myślę, że jest ona najbardziej trafna w
tej metodzie.
Miłego wieczoru!
Miłego wieczoru!
piątek, 28 września 2012
"Bobas Lubi Wybór" - Książka kucharska.
G.Rapley T.Murkett „Bobas Lubi Wybór” - Książka kucharska.
Czekaliśmy, czekaliśmy i w końcu do nas dotarła. Poczta u nas
czasami jest bardzo powolna, ale rzetelna i przesyłki w końcu docierają.
Podziękowania dla Pani Agnieszki z wydawnictwa Mamania.
Książka po pierwszych oględzinach rewelacyjna.
Wprawdzie nie miałam czasu na głębsze przestudiowanie, ale parę przepisów
„wpadło mi w oko”. Na pewno wrócę do tematu.
yyyy.....
ten jest dobry
to chcę!
niedziela, 23 września 2012
Idzie jesień - Słoneczny dzień.
Jeden z pierwszych dni jesieni był dla nas łaskawy. Tu na „końcu
świata” gdzie często wieje i leje było słonecznie. Temperatura dochodziła do 14 st . C, w Szkocji odczuwanie temperatury ze względu na
dużą wilgotność jest całkiem inne, tym razem w słońcu wydawało się, że jest
całkiem ciepło. Pozwoliło to nam się cieszyć pierwszym jesiennym weekendem. Rodzinnie
z synkiem i siostrzenicami bawiliśmy się skąpani w ostatnich promieniach letniego
słońca. Wszystko jest takie zielone, że trudno uwierzyć, że już zawitała do nas
jesień ( tu wszystko dojrzewa dużo później np. czereśnie za moim domem były dojrzale
dopiero na początku sierpnia, więc i kolory jesieni witają nas znacznie później).
Kai zajadał się swoją kanapka na zielonej trawce, ekscytując się tak dużo ilością nowych ludzi, a siostrzeńcy
biegali jak oszalali, a moje oczy nie nadążały nad tym wszystkim.
Pierwszy dzień jesiennego weekendu był w 100 % udany. Po
takim dotlenieniu nasza „Rybka” dostała takiego apetytu, że zjadł całkiem spory
kawałek piersi z kurczaka w chilli i majeranku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
©
Nasza Przygoda DIY | kreatywny blog dla dzieci i rodziców. All rights reserved.




























