Czasami życie różne figle nam płata, ale zabawa musi trwać. Dziś plastik w roli głównej i u mnie wyjątkowo, odgrzewany warsztat, ale dla mnie bardzo fajny. Butelka niezwykle atrakcyjna i dająca nieskończenie wiele możliwości.
A dziś w związku z tym, że mały był w żłobku, a ja mam dzień wolnego to zamiast posprzątać bajzel, który zrobiłam z moją rodzinką u siostry, wolałam kreatywnie spędzić czas z moim prawie 4.5 letnim siostrzeńcem.
A oto efekt naszej wspólnej pracy.
Do powstania prosiaczka zainspirowała mnie
Mama w domu jej cudną butelkową świnkę skarbonkę możecie zobaczyć TU.
W Polsce dzieci robią świnki skarbonki z butelki po napojach w UK i Holandii z butelek po mleku. Wniosek jest tylko jeden - nieważne z czego ważne, żeby była dobra zabawa.
Wycinaliśmy, Przyklejaliśmy i przy tym świetnie się bawiliśmy :-)
Jak już pomalowaliśmy świnkę to nastał najgorszy czas dla Leosia. Czekanie aż wyschnie farba, by móc przykleić oczka, ogonek i dziurki od nosa.
Trwało to pół godziny , a próby zajęcia go czymś innym były nieskuteczne.
Siedział i patrzył w zegar i mówił:
- ciociu, a jedynka zmieniła się już na two
- ciociu, a już jest trzy i to wcale nie było tak długo
- ale Leoś ma być 30 nie trzy
Dotrwaliśmy do prawie suchej świnki dokleiliśmy brakujące części.
Dzieci w całym UK idą do szkoły jak mają 4 lata. Uczą się pisać,czytać i nikt nie uważa, żeby zabierano im dzieciństwo. Dla Leosia to świetna zabawa.






























